niedziela, 19 listopada 2017

tonic with mandelic acid

Kwas migdałowy należy do grupy kwasów AHA. Ma działanie antybakteryjne dzięki czemu oczyszcza skórę i łagodzi stany zapalne. Poprawia koloryt skóry, rozjaśnia przebarwienia, zmniejsza zmarszczki i spłyca blizny. Przy produkcji kosmetyków domowych zalecane jest stężenie do 10%. W przygotowaniu skóry twarzy przed kuracją silniejszym stężeniem tonik należy stosować w pierwszym tygodniu raz dziennie, natomiast w drugim dwa razy dziennie. Powinniśmy oczywiście pamiętać, że toniku o niskim stężeniu 5% możemy używać przez cały rok, pamiętając jednak o ochronie przed promieniami UV.


potrzebne składniki

28,5 g hydrolatu lawendowego
1,5 g kwasu migdałowego

Kwas migdałowy przy niskim stężeniu rozpuści się w wodzie przy pomocy mieszania. W celu szybszego rozpuszczenia można delikatnie podgrzać w łaźni wodnej. Tonik może być przechowywany do 2-3 tygodniu bez użycia konserwantu w szklanej buteleczce.
Aby zaaplikować tonik należy dokładnie umyć twarz. Następnie na wacik nakładamy tonik i aplikujemy delikatnie na skórę omijając okolice oczu i ust. Po upływie około 30 minut na skórę twarzy nakładamy krem lub olej.

środa, 15 listopada 2017

vitamin C


Do niedawna zażywanie witaminy C w zwiększonej dawce kojarzyło mi się głównie z przeziębieniami i stanami zapalnymi, dopóki nie natrafiłam jednak na informację, że sportowcy w szczególności jej potrzebują. Od tego czasu postanowiłam poszerzyć swoją wiedzę w tym temacie i oto informacje, które udało mi się zdobyć.
Witamina C nazywana jest również kwasem L-askorbinowym występuje naturalnie przede wszystkim w owocach cytrusowych, ale także papryce, warzywach kapustnych i ziemniakach. Oprócz znanego chyba wszystkim silnego działania na system immunologiczny, witamina C jest również doskonałym antyoksydantem, który chroni nas przed negatywnymi skutkami stresu oksydacyjnego. Podczas treningu zaczęłam więc pić wodę z rozpuszczonym kwasem askorbinowym, gdyż obniża on poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu właśnie.
Witamina C jest również doskonałym składnikiem kosmetyków. Ma wiele korzyści, pomiędzy którymi znajduje się działanie rozjaśniające, przyspieszanie produkcji kwasu hialuronowego, uczestniczy w syntezie kolagenu i elastyny.
Witaminę C w kosmetykach można łączyć z witaminą E, dzięki czemu wzmocni się ich działanie. Nie wolno jej jednak łączyć z witaminą B3.
Kosmetyki z witaminą C należy przechowywać w szczelnie zamkniętym opakowaniu w lodówce, i zużyć jak najszybciej od wykonania. Produkty powinno się także stosować na noc.

Do tej pory wykonałam jedno serum, jednakże czuję że jego działanie jest bardzo dobre, wobec tego kurację tę chętnie wprowadzę do swojej tygodniowej rutyny.

użyte składniki

                                                                 Witamina C       1,5g
                                                                 Witamina           4 krople 
                                                                 Hydrolat            6,3g
                                                                 Gliceryna           0,5g

Witaminę C rozpuszczamy w dowolnym hydrolacie lub wodzie demineralizowanej. Ja użyłam wody kwiatowej, która jest idealna dla cely problematycznej i mieszanej. Następnie dodajemy pozostałe składniki i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Serum jest gotowe do użycia.

poniedziałek, 6 listopada 2017

ginger chili muscle rub


Jednym z naturalnych sposobów na bolące mięśnie są papryki chili, czyli capsicum, a właściwie zawarta w nich kapsaicyna. Doskonale wnika w skórę, gdyż jest substancją, która rozpuszcza się w tłuszczach.
Olejek z trawy cytrynowej dodatkowo dodany do naturalnej maści rozszerza naczynia krwionośne, polepsza krążenie, a także działa uspokajająco, idealnie więc nadaje się do stosowania po dłuższym wysiłku.

potrzebne składniki

1/2 szklanki oleju kokosowego
1 łyżka wosku pszczelego
1 łyżeczka sproszkowanego imbiru
rozgniecione papryczki chili
kilka kropli ulubionego olejku naturalnego (ja użyłam trawy cytrynowej)


Olej i wosk rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Następnie dodajemy papryczki i imbir i mieszamy. Zdejmujemy garnuszek z ognia i po chwili dodajemy kilka kropelek olejku naturalnego. Przelewamy do pojemnika i pozwalamy ostygnąć.
Stosujemy na bolące mięśnie delikatnie wmasowując do całkowitego wchłonięcia.

wtorek, 31 października 2017

Luton

Wyprawy do Luton są dla mnie zawsze skarbnicą wiedzy, którą mogę odkryć o smakach wschodnich kuchni, szczególnie tej najbardziej mnie ostatnio fascynującej - indyjskiej.
I poza kolorowym targiem z egzotycznymi dla mnie produktami, jak karela, czyli gorzki melon, mogę rozkoszować się także najróżniejszymi daniami w indyjskich restauracjach.


Tym razem w pamięć najbardziej zapadła mi chyba kiszona cebula, podana jako jedna z przystawek, którą koniecznie będę musiała wykonać sama w domu. Miała bardzo mocny, ostry aromat i smak.


Ciekawy wydał się również chutney z mięty i jogurtu. Nie jestem jednak pewna, co nadało mu pomarańczowy kolor. Jeśli jeszcze będę mieć powrotu do tego samego miejsca, to na pewno to sprawdzę.


Za każdym razem staram się spróbować także innego dania. Tym razem zdecydowałam się na warzywne Biriani, serwowane z warzywnym curry i byłam ze swojego wyboru bardzo zadowolona. Nie wiem jednak dlaczego, ale przekonana jestem, że dania kuchni indyjskiej powinny być dużo ostrzejsze, niż to które otrzymałam.


Chyba nic jednak nie może równać się ze świeżym chlebkiem Nan. Jego tajemnicę muszę chyba posiąść podczas podróży do Indii, która to marzy mi się co raz bardziej intensywnie...

moving in


Czasami zastanawiam się ile jeszcze razy będę się przeprowadzać. Raz na dwa lata albo nawet częściej, jak się zdarzyło to dwa lata temu trzy albo cztery razy co miesiąc. Frekwencja jest dosyć wysoka. I mimo początkowego przerażenie, które mnie ogarnia, przy kolejnym pakowaniu, przyznaje że pod względem też trochę to lubię. Nigdy nie ma chyba lepszego momentu na pozbycie się zbytecznych rzeczy, jak właśnie przeprowadzka. Za każdym razem zastanawiam się, po co mi tyle niepotrzebnych rzeczy i że chyba powinnam dążyć do minimalizmu. Oczywiście jestem zawsze krok ku temu bliżej, ale potem znowu jakoś o tym zapominam... Ten rozdział rozpocznę jednak od mocnego postanowienia w ograniczaniu się w kupowaniu rzeczy "ładnych" i takich, które "na pewno się przydadzą" do momenty zużycia poprzednich. Zobaczymy jak mi pójdzie tym razem.

Crete again

O podróżach mówi się najczęściej, że dzięki nim można poznać samego siebie. Podczas ostatniej wakacyjnej wyprawy jednak, nie poznałam siebie samej, ale chyba przypomniałam sobie kim jestem, czego chcę, a czego nie chcę, co jest dla mnie ważne.
Podróże mogą być sentymentalne, i pełna obaw wybrałam się na Kretę, z ciągłą myślą o tym, że zatęsknię za archeologią, że będę chciała rzucić wszystko co robię, i powrócić do tego, co kiedyś było dla mnie ważne.


Przemierzając jednak kolejne uliczki, zakamarki i miejsca, czułam się owszem, jakbym wróciła do bliskich mi rejonów. Byłam jednak bardzo otwarta na nowości, które na mnie czekały. Wydaje mi się że z największą przykrością stwierdziłam, jak bardzo szkoda mi tradycyjnej piekarni w Rethymno, po której nie pozostała nawet witryna...
Na powrót mogłam odnaleźć siebie w miejscach do których chadzałam kiedyś codziennie, przypomniałam sobie smaki, które kiedyś były na porządku dziennym. Z radością jednak odkrywałam również nowe kawiarnie i tawerny, wpisujące się w obecny krajobraz i potrzebny współczesnych ludzi idealnie.


Ze smutkiem zaobserwowałam i przekonałam się niestety na własnej skórze, że już nie jest tak całkiem bezpiecznie i beztrosko jak było kiedyś... I mimo wszystko chyba już na zawsze będę czuła się trochę bardziej niezależna, trochę bardziej wyzwolona i pewna siebie na tej kreteńskiej ziemi... I na pewno dałabym jeszcze dużo by móc tam powracać i powracać. Niezapomniane będą noce pod gwiazdami przy butelce retsiny, długie rozmowy do rana o wszystkim co się w naszym życiu wydarzyło...


a następnego dnia smak zimnej kawy

wtorek, 3 października 2017

cabbage soup

Po raz pierwszy postanowiłam sięgnąć po bardziej polskie smaki i wybrałam sobie z książki kucharskiej tym razem kapuśniaczek. Książka to Sezonowe Warzywo, z której próbowałam już kilka bardziej oryginalnych dań, a teraz chciałam postawić na prostotę. I chyba pogoda za oknem nastraja do takich potraw.
Kimchi, które jest wymienione w składnikach zastąpiłam kapustą kiszoną, niestety kupionej, a nie własnoręcznie zrobionej. Danie jednak na pewno powtórzę, jak tylko przygotuję kiszonki.


potrzebne składniki

1 szklanka czerwonej soczewicy
1 l wody
2-4 duże pomidory
1 szklanka kimchi
1 łyżka sosu sojowego
posiekana natka pietruszki
kolendra

Soczewice opłukaną na sicie należy gotować pod przykryciem przez około 10 minut.
Pomidory obieramy ze skórki i kroimy na drobno, a następnie dodajemy do garnka z soczewicą razem z kiszoną kapustą lub kimchi. Gotujemy przez około 20 minut aż soczewica zmięknie. Pod koniec dodajemy sos sojowy.
Zupę podajemy posypując ją świeżo posiekaną natką pietruszki i kolendrą.