środa, 24 lutego 2016

what to eat before running

Kolejnym eksperymentem przedbiegowym, który chciałabym wypróbować jest kokosowy pudding z chia z owocami. To pomysł na dosyć proste, a pięknie wyglądające śniadanie, którym uraczyć się mogę nie tylko przed bieganiem, ale również poczęstować nim kogoś, kto akurat u mnie nocuje, a jego żywieniowe nawyki ten najważniejszy posiłek w ciągu dnia zawierają. W przeciwieństwie do mnie.

Swoje pierwsze nasiona chia zakupiłam z pobliskim sklepie ze zdrową żywnością, z zamiarem dodania ich do domowych batoników. Chia, czyli szałwia hiszpańska pochodzi z Ameryki Południowej. To źródło kwasów Omega-3, błonnika, magnezu, wapnia, żelaza, białka oraz witamin B1, B2 i B3. Nasiona chia pełne są również przecwiutleniaczy, a legendy głoszą, że Aztekowie i Majowie spożywali nasiona chia, aby posiadać więcej siły i energii.
Chyba nie muszę już więcej pisać, dlaczego spożywanie tego superproduktu jest idealne dla biegaczy, oraz uprawiających inne sporty.

potrzebne składniki

puszka mleka kokosowego
3 łyżeczki nasion chia
dowolne owoce świeże bądź mrożone
syrop z agawy do posłodzenia


Do słoika należy przelać mleko kokosowe, dodać nasiona chia, zamieszać i odstawić na 15 minut. Po tym czasie zauważymy proces "żelowania". Jeszcze raz mieszamy, zamykamy szczelnie i odstawiamy do lodówki na noc. Następnego dnia słoiczek wyjmujemy, dodajemy wybrane owoce i słodzimy według uznania.
Już nie mogę się doczekać, kiedy zaskoczę kogoś tym deserem z rana!

wtorek, 23 lutego 2016

veggiestan & pide

Pide to placek nazywany także tureckim chlebem. Może być kojarzony z pizzą, jednakże ma odmienny kształt - przybiera formę łódeczki. Może być przygotowywany z różnymi nadzieniami, ja jednak swoje pierwsze pide wykonam według przepisu z książki Veggiestan posypując go sezamem i czarnuszką.


potrzebne składniki


7 g suszonych drożdży
1/2 łyżeczki cukru
200 ml letniej wody
500 g mąki (ja zmieszałam
300 g pszennej i 200 g pełnoziarnistej żytniej)
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki jogurtu
2 łyżeczki oliwy z oliwek
1 jajko, lekko roztrzepane
1 łyżeczka nasion do wyboru
(ja użyłam sezamu i czarnuszki)

Do miseczki z połową wody wsypujemy drożdże i cukier, lekko mieszamy i odstawiamy na około 10-15 minut. Do dużej miski przesiewamy mąkę z solą i robimy w niej mały dołek, do którego wlewamy przygotowane drożdże, jogurt, oliwę z oliwek i resztę wody.Wszystkie składniki mieszamy za pomocą drewnianej łyżki, aż się połączą, a następnie wyrabiamy ciasto.
Na dno miski wlewamy odrobinę oliwy i rozprowadzamy ją dobrze po ściankach. Zapobiegnie to przywieraniu ciasta do miski. Z wygniecionego ciasta formujemy kulę, umieszczamy ją w misce, przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy na kilka godzin do wyrośnięcia w ciepłym miejscu.


Kiedy ciasto podwoi swoją objętość wyrabiamy je jeszcze przez chwilkę, następnie dzielimy na dwie mniejsze kulki, z których formujemy lódeczki, tak aby brzegi były nieco wyższe. Wyglądem powinny przypominać małe kajaki. Przykrywamy czystą ścięreczką i odstawiamy jeszcze na 20 minut.


Piekarnik podgrzewamy do 230 stopni. Ciasto pokrywamy roztrzepanym jajkiem, a następnie posypujemy nasionami. Pieczemy przez około 15 minut, aż chlebek delikatnie zbrązowieje. 


poniedziałek, 15 lutego 2016

what moves you

Od kilku miesięcy staram się praktykować jogę sama w domu. Spowodowane jest to zmianą pracy, jej nowym trybem, a także zmianą miasta, a co za tym idzie ograniczoną liczbą zajęć w nowym miejscu. Najtrudniejsze w tym wszystkim to jak zwykle zacząć. Zmienić tryb swojej praktyki z  grupowej, skupić się tylko na sobie, kontrolować czas, nauczyć się układać odpowiednie asany po kolei i pamiętać o ich prawidłowym wykonaniu. Staram się więc praktykować to, czego nauczyłam się na zajęciach z nauczycielem i wiem, że dzięki temu mogę to poprawnie zrobić.
A potem wystarczy stanąć na macie...

Częstotliwość praktyki jogi niesamowicie wzrosła, odkąd nauczyłam się ćwiczyć w domu. Wzrosły też potrzeby w sprzęcie. Brakowało mi klocków, paska, wałka, aby móc wykonać wszystko tak jak chciałam. Od pewnego czasu przymierzałam się więc do zaopatrzenia w odpowiedni sprzęt, i kiedy w końcu mogłam sobie na to pozwolić, paczka została zamówiona w sklepie Yoga Bazar, którym jestem absolutnie zachwycona. Przyszła kilka dni temu. A w niej...


nowiutka mata firmy Manduka, którą wybrałam ze względu na możliwość łatwego transportu, z myślą o czekających mnie niedługo wyjazdach
pasek do jogi
poduszka do medytacji
oraz opaska zaciskowa do maty, która jest wprost prześliczna

Jeżeli chodzi o matę, to od pierwszego z kontaktu jestem nią zachwycona. Cieniutka, o niesamowitej przyczepności do podłoża, a do tego antypoślizgowa. W pięknym kolorze :)


Recenzje pozostałych produktów zamieszczę z czasem użytkowania.

W paczce czekał na mnie również list i kupon rabatowy, który sprawił, że czułam się dopieszczona jako klientka sklepu Yoga Bazar. Zdecydowanie polecam wszystkim zakupy. Od razu znajduję więcej motywacji do wejścia na matę.

sobota, 6 lutego 2016

veggiestan & khobez

Tym razem postanowiłam zmierzyć się już z trzecim wypiekiem z książki Veggiestan, jakim będzie chleb arabski, nazywany khobez bądź khubz. Do ciasta w tym przepisie autorka dodaje za'ataru, który jest jedną z moich ulubionych przypraw, także i ja nie zawaham się go użyć.
Sam za'atar to po pierwsze roślina, zioło, ale znana jest także pod tą nazwą mieszanka przypraw, składająca się z liści za'ataru właśnie, prażonych ziaren sezamu, mielonego sumaku i soli.

potrzebne składniki


7 g suszonych drożdży
100 ml letniej wody
1/2 łyżeczki cukru
1 łyżeczka soli
600 g mąki pszennej (ja zmieszałam
300 g pszennej i 300 g pełnoziarnistej żytniej)
2 łyżki oliwy
2 łyżki za'ataru

Do miseczki z wodą wsypujemy drożdże i cukier, lekko mieszamy i odstawiamy na około 10-15 minut. Do wcześniej podgrzanej miski przesiewamy mąkę z solą i robimy w niej mały dołek, do którego wlewamy przygotowane drożdże. Dodajemy oliwę i za'atar, oraz wodę jeśli potrzeba i wyrabiamy ciasto. Kiedy ciasto jest gotowe formujemy z niego kulę, którą następnie obtaczamy w odrobinie oliwy. Odstawiamy do wyrośnięcia na około 2 godziny przykryte czystą ściereczką.
Po tym jak ciasto podwoi swoją objętość wyrabiamy je jeszcze przez chwilę, a następnie dzielimy na około 12-14 mniejszych kuleczek, z których robimy okrągłe placuszki o grubości około 5 mm. Przykrywamy je czystą ściereczką i zostawiamy na jeszcze chwilkę do wyrośnięcia.


Piekarnik musi być mocno rozgrzany. Na blasze rozkładamy 2-3 warstwy papieru do pieczenia, i wkładamy do piekarnika, aby się również rozgrzały. Po około 30 minutach ostrożnie naoliwiamy papier do pieczenia ręcznikiem kuchennym i umieszczamy na nim pierwszą porcję ciasta i pieczemy przez około 6 minut. Chlebek powinien urosnąć i być złocistego koloru.

piątek, 5 lutego 2016

veggiestan & cucumber and pomegranate salsa

Przyszedł czas na pierwszą odświeżającą sałatkę z granatem. Granat jest symbolem szczęścia, dobrobytu, miłości. Granat jest również znanym naturalnym afrodyzjakiem. Owoc granatu zawiera przeciwutleniacze, które pozwalają zachować młody wygląd skóry. Jest także bogaty w witaminę C, błonnik, białko, niacynę i potas. 

potrzebne składniki


1 granat
1 ogórek, drobno pokrojony w kostkę
2-3 pomidory, drobno pokrojone w kostkę
1 zielona papryka, drobno pokrojona w kostkę
1 papryczka chili (ja w swoim
wykonaniu pominęłam)
świeża kolendra, drobno posiekana
świeża mięta, drobno posiekana
pęczek świeżej cebuli, drobno pokrojonej w kostkę
sól i pieprz
oliwa z oliwek
sok z 1 limonki

Granat kroimy na pół i delikatnie dłońmi wyjmujemy pestki granatu. Następnie łączymy wszystkie składniki, przykrywamy i odstawiamy do schłodzenia.


veggiestan & Burani Bonjon

Burani popularne jest zarówno w Iranie jak i Afganistanie. W pierwszej wersji jego składniki są zblendowane i podawane na zimno, natomiast w drugiej układana są warstwami, kiedy jeszcze są ciepłe.

potrzebne składniki


3 duże bakłażany
sól
oliwa 
1 duża cebula, posiekana
4 duże chili, posiekane (ja w swoim
wykonaniu pominęłam)
1 łyżeczka mielonej kurkumy
4 pomidory
1 pęczek kolendry, posiekany

na jogurt

450 ml jogurtu
2 łyżki soku z limonki
5-6 ząbków czosnku
garść świeżej posiekanej mięty
sól i pieprz

Bakłażany należy umyć i pokroić na plasterki o grubości 6-7 mm. Posypać je solą a następnie odstawić na około 30 minut, po czym opłukać i wysuszyć. Na patelni zagrzać oliwę i podsmażyć na niej cebulę, aż stanie się miękka. Cebulę zdjąć na bok, dolać więcej oliwy i podsmażyć bakłażany z dwóch stron aż się przyrumienią. Bakłażany posypujemy kurkumą, i dodajemy pomidory i kolendrę wraz z usmażoną wcześniej cebulą. Wlewamy odrobinę wody, aby przykryć składniki, przykrywamy, i zostawiamy na wolnym ogniu na około 30 minut.
W tym czasie przygotowujemy jogurt dodając do niego sok z limonki, posiekany czosnek, mięte oraz przyprawy do smaku. Odstawiamy, aby dobrze się schłodził.
Aby zaserwować danie, na talerzu układamy warstwę jogurt, na którą kładziemy gotowe bakłażany i tak dalej do wyczerpania składników. Danie należy zaserwować od razu po ułożeniu.


what to eat after running

Moja Mama podpowiada mi, aby po każdym biegu, do 15 minut po zatrzymaniu, zjeść jednego banana i garść rodzynek. 
Robiąc ostatnio zakupy w pobliskim sklepie z ekologiczną żywnością, zaopatrzyłam się w daktyle i nasiona chia, które zainspirowały mnie do upieczenia batoników wprost idealnie nadających się na posiłek po biegu. Użyłam orzechy i bakalie z domowych zapasów.

potrzebne składniki


około 200 g suszonych daktyli bez pestek
około 200 g płatków owsianych (ja użyłam
górskich z siemieniem lnianym)
orzechy włoskie
ziarenka słonecznika
rodzynki hetmańskie
migdały
orzechy nerkowca
żurawina
nasiona chia
2 łyżeczki cynamonu
2 łyżeczki kakao



Daktyle drobno siekamy, zalewamy wodą i gotujemy przez około 10 minut do całkowitego rozpuszczenia. Wszystkie składniki łączymy i wciskamy w dno blachy, a następnie pieczemy przez około 30 minut w temperaturze 175 stopni, uważając aby bakalie się nie spaliły.


Batoniki są przyjemnie słodkie, mimo że nie zawierają ani trochę cukru, i niesamowicie miękkie. Idealnie uzupełniają energię po bieganiu.


czwartek, 4 lutego 2016

veggiestan & persian piroshki

Kolejnym przepisem w książce Veggiestan, za który postanowiłam się zabrać, jest przepis na perskie pierożki. Zabawna jest nauka robienia pierożków z angielskiej książki, które to w dodatku pochodzą z Iranu, skoro jest to tradycyjne polskie danie. Niemniej jednak przepis na ciasto znacznie różni się od naszego, a nadzieje jest bardzo oryginalne.

potrzebne składniki


ciasto

7 g suszonych drożdży
1 łyżeczka cukru
100 ml ciepłej wody
500 g mąki (dla mnie było to za mało, 
gdyż ciasto było przy tych proporcjach zbyt lepkie)
1 łyżeczka soli
3 jajka
200 ml mleka (ja użyłam ryżowego)
125 g roztopionego masła

nadzienie

4 łodygi selera naciowego
300 g serka wiejskiego
100 g orzechów włoskich
100 g zielonych oliwek
1 żółtko
sól i pieprz

Drożdże i cukier należy wrzucić do miseczki z wodą i odczekać około 15 minut.
Mąkę i sól umieścić w dużej misie. Do dołka zrobionego w mące przelewamy zmieszane z mlekiem i masłem jajka oraz przygotowane drożdże. Mieszamy drewnianą łyżką a następnie wyrabiamy ciasto rękami. Następnie przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy na 2 godziny do wyrośnięcia.


W tym czasie możemy przygotować nadzienie. Należy posiekać seler naciowy oraz orzechy i połączyć je z serkiem wiejskim, oliwkami, żółtkiem i przyprawić solą i czarnym pieprzem do smaku.

Kiedy ciasto dwukrotnie zwiększy swoją objętość należy wyrobić je jeszcze przez chwilę, a następnie rozwałkować i wycinać kółka o średnicy około 9 centymetrów. Ciasto nadziewamy farszem, składamy na pół i formujemy pierogi i odkładamy na około 20-30 minut przykryte ściereczką.

Pierożki można zarówno przysmażyć na patelni, jak i upiec w piekarniku rozgrzanym do temperatury 190 stopni przez około 35 minut. Smakują wybornie zarówno jako ciepła jak i zimna przekąska.