poniedziałek, 21 marca 2016

hand cream

Uwielbiam zapach nierafinowanego masła kakaowego. Wpływa na moje zmysły kojąco i relaksująco, a do tego masło kakaowe ma niezwykłe działanie dla zmęczonej skóry. Ma właściwości nawilżające i regenerujące oraz zapewnia skórze nie tylko przyjemny aromat, ale również nadaje jej piękny kolor.
Ze względu na te cudowne cechy, to właśnie masło kakaowe postanowiłam uczynić głównym składnikiem kremu do rąk.
Ponieważ od pewnego czasu z mojej diety usunęłam po raz pierwszy całkowicie czekoladę, tym razem do kosmetyku nie dodam żadnego olejku eterycznego, aby móc cieszyć się przepięknym zapachem kakaowca, z którego masło kakaowe jest wytwarzane.

potrzebne składniki


4 łyżki wosku pszczelego
4 łyżki masła kakaowego
2 łyżki masła shea

Wszystkie składniki należy rozpuścić w kąpieli wodnej, aż całkowicie się połączą. Następnie odstawiamy je na chwilę do ostygnięcia i miksujemy do uzyskania gładkiej, mlecznej konsystencji.
Gotowy krem można przechowywać w lodówce.



środa, 16 marca 2016

ayurvedic eye cream

Cudowne właściwości klarowanego masła Ghee są w medycynie ajurwedyjskiej niemal niezliczone. Przyznam jednak, że moja przygoda z nim zaczęła się od zakupu w pobliskim sklepie ze zdrową żywnością i niemal na tym zakończyła. Wiele o Ghee czytałam, często pojawiał się w przeglądanych przeze mnie przepisach kulinarnych, wobec czego powodowana znajomością produktu, niewiele myśląc, włożyłam go do koszyczka i zakupiłam. Pierwszym eksperymentem było dodanie łyżeczki Ghee do kawy. I było to też eksperymentem ostatnim, gdyż wyjątkowo mi nie podpasował smak tego złota w płynie.


Tymczasem czas mijał, a Ghee stało w lodówce nieużywane, gdy w końcu postanowiłam wykorzystać je do celów pielęgnacyjnych i wykonać maść pod oczy na jego bazie.
W ajurwedzie Ghee używane jest do zabiegu netra vasti, czyli kąpieli oka. Zabieg ten wykonywany jest aby zredukować napięcie nagromadzone wokół oka, ma działanie relaksujące, zmniejsza cienie pod oczami, a nawet pozytywnie wpływa na zmysł wzroku.

potrzebne składniki


Ghee
dowolny olejek naturalny (ja użyłam
jaśminowego, gdyż taki jest zalecany dla doszy Pitta)

Ghee należy wymieszać z kilkoma kropelkami olejku i już jest gotowe do użycia!

niedziela, 13 marca 2016

asana of the week: supta virasana

Supta virasana, czyli pozycja leżącego bohatera, to asana wprost idealna dla biegaczy. Mocno rozciąga uda, podudzia i stopy. Pozycja pomaga we właściwym ustawieniu miednicy oraz usuwa bóle reumatyczne w kolanach. Supta virasana jest asaną relaksującą, podczas jej wykonywania brzuch i umysł odprężają się, otwiera się klatka piersiowa dzięki czemu poprawia się oddychanie. Pozycja ta łagodzi również skurcze brzucha.


Wiktor Morgulec i Justyna Wojciechowska uczą, jak prawidłowo wykonać pozycję:

Usiądź w virasanie.
Ustaw stopy w osi z goleniami.
Kolana blisko siebie, uda równolegle do siebie.
Palce stóp rozszerzone na boki.
Dociśnij kolana i grzbiety stóp do podłogi.
Złap dłońmi za kostki, odchyl tułów do tyłu i oprzyj się na łokciach.
Odchyl się mocniej kładąc tułów na macie.
Kość łonowa do góry kość ogonowa w stronę pięt.
Przenieś ręce za głowę i wyprostuj łokcie – dłonie wnętrzami do sufitu.
Utrzymuj dociśnięte do podłogi kolana i stopy.
Rozluźniony brzuch, intensywne rozciąganie szczytów ud, spokój w głowie.
Rozluźniona twarz i swobodny oddech.

Pomimo, że pozycja należy do relaksacyjnych, jej wykonanie może przysparzać wielu problemów, zwłaszcza kiedy dopiero uczymy się tej asany. Jako pomocy można użyć jednego, albo dwóch wałków umieszczonych wzdłuż kręgosłupa, natomiast do podparcia głowy i szyi posłuży mały koc złożony na pół. Aby wydłużyć boki tułowia, przez pierwszą minutę ręce należy wyciągać za głową. W drugiej minucie trzymamy się za łokcie, zamykamy oczy i odprężamy. Jeżeli potrafimy pozostać w pozycji dłużej, wtedy przenosimy ręce na podłogę i umieszczamy je mniej więcej pod kątem 45 stopni do tułowia. Oczy pozostawiamy zamknięte, a wzrok kierujemy do wewnątrz, do centrum klatki piersiowej.


W pozycji pozostajemy od dwóch do dziesięciu minut, w zależności od możliwości.

Aby wyjść z pozycji podpieramy się na rękach, siadamy i prostujemy pojedynczo nogi przechodząc do dandasany.

Przeciwwskazaniami do wykonywania tej asany są problemy z kręgosłupem, kolanami, uszkodzenia szyi i stawu skokowego.

Szlak Orlich Gniazd. Przystanek drugi: Olsztyn

W dniu wczorajszym przy okazji wycieczki biegowej miałam okazję zwiedzić kolejny obiekt na Szlaku Orlich Gniazd, jakim jest Olsztyn i jego okolica.
Swoje przygody rozpoczęliśmy od wyruszenia w kierunku rezerwatu Sokole Góry, który jest największym rezerwatem przyrody na terenie Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Składa się on z dziesięciu kopulastych wzniesień i skalistych masywów, które tworzą rodzaj gniazda górskiego.


Następnie nasze nogi zaniosły nas na Dróżki Świętego Idziego, gdzie najpierw naszym oczom ukazała się kapliczka położona we wsi Zrębice. Ten niewielki budyneczek zbudowany z kamienia wapiennego, zastąpił wcześniejszą drewnianą kapliczkę z połowy XVII wieku. Legenda głosi, że kiedy w tejże okolicy panowała zaraza, ludność tutaj żyjąca udała się w ucieczce przed śmiercią do lasu, aby tam błagać niebiosa o zlitowanie. Ich oczom na skale miał ukazać się właśnie święty Idzi, który nakazał miejscowej ludności pokutę. Wskazał on również źródełko, z którego woda miała być uzdrawiającym antidotum na śmiertelną zarazę. W podziękowaniu za ratunek miejscowa ludność wybudowała właśnie tę kapliczkę. 


Jakże byliśmy radzi, gdy po chwili natrafiliśmy na kolejny punkt trasy, czyli Skałki Świetego Idziego, i wspomniane wyżej źródełko. Ochoczo nabraliśmy wody do wiadra i wszyscy napoiliśmy się zbawiennym dla nas napojem, gdy po chwili nasze miny delikatnie zrzedły, ze względu na odnalezione w pobliżu nieciekawe, pozostawione przez kogoś opakowanie... bez zawartości.


Ze Zrębic i Dróżek Świętego Idziego udaliśmy się dalej w kierunku Biakła, jeszcze raz przecinając rezerwat Sokole Góry. Biakło to wapienne wzniesienie przypominające tatrzański Giewont, i stąd nazywane jest potocznie Małym Giewontem.


Z niemałym trudem ze względu na panujące warunki pogodowe, śliskie podłoże i niezbyt suche obuwie, wspięliśmy się na szczyt, skąd rozwijał się piękny widok na zamgloną i tajemniczą okolicę.




Z Biakła ruszyliśmy drogą powrotną w kierunku Olsztyna, gdzie jako ostatni punkt programu zwiedziliśmy zamek.
Zamek w Olsztynie wbudowano w naturalny skalisty krajobraz na początku XIII wieku, a rozbudowany przez Kazimierza Wielkiego w połowie tego samego wieku. Podczas dni swojej świetności zamek składał się z pięciu części, w skład w których wchodziły dwa przedzamcza, zamek dolny, środkowy i górny. Wśród pozostałości po tej ogromnej warowni wciąż możemy podziwiać gotycką basztę, która służyła jako więzienie, gdzie zginąć śmiercią głodową po 40 dniach miał Maćko Borkowic, wojewoda poznański, a jego zjawa po dziś dzień krąży po ruinach, Zamek zaczął powoli popadać w ruinę po ataku szwedzkim w 1656 roku.


Cała trasa wyniosła około 15 kilometrów, a jej pokonanie zajęło nam około 2 godzin. Warunki pogodowe nas nie rozpieszczały, ale być może dzięki temu cała wyprawa nabrała pewnej niezwykłości.

hibiscus tonic

Wśród zapasów zgromadzonych w mojej kuchni znajdują się ciągle liście suszonego hibiskusa, które otrzymałam ponad rok temu w prezencie i nie za bardzo wiem co z nimi uczynić. Raz, może dwa zaparzyłam je i wypiłam ten napar, ale chyba jego kwaskowy smak mi nie podszedł, a może po prostu zbyt przypomina herbatę i zwyczajnie nie mam ochoty, aby go pić? 
Niedawno natrafiłam jednak na gotowy do kupienia tonik z hibiskusa i aloesu, i nie inaczej postanowiłam go sporządzić sama w domu.
Hibiskus działa na skórę ujędrniająco, łagodząco i przeciwzapalnie. 


potrzebne składniki


liście suszonego hibiskusa
woda destylowana
aloe vera żel

W garnuszku podgrzewamy wodę destylowaną z liśćmi suszonego hibiskusa, doprowadzamy do wrzenia i odstawiamy. Kiedy napar się schłodzi, dodajemy kilka kropel aloe vera, przelewamy do szklanej buteleczki i przechowujemy w lodówce.

czwartek, 10 marca 2016

veggiestan & eliopita

Ten chlebek przypomina mi słoneczną Kretę, słone morze śródziemne i wiejącą od niego bryzę, którą czułam wybierając się w każdy wtorek na wiejski ryneczek podążając wąski ulicami starego miast w Rethymno.
Uwielbiałam zachodzić do jednej z tradycyjnych piekarni kreteńskich, aby zakupić świeże pieczywo i jeden z przysmaków, który akurat wpadł mi wtedy w oko...



potrzebne składniki

500 g mąki pszennej
1 łyżka cukru pudru
2 łyżeczki soli
7 g drożdży instant
3 łyżki oliwy z oliwek
300 ml letniej wody
100 g posiekanych oliwek
1 łyżeczka rozmarynu


Mąk z cukrem i solą należy przesiać do dużej miski, dodać drożdże, oliwę i wodę. Wszystkie składniki należy zagnieść do uzyskania gładkiego ciasta. Spód miski posypujemy mąką, przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce czekając aż ciasto podwoi swoją objętość. Po tym czasie ciasto wyrabiamy jeszcze przez chwilę, dodajemy oliwki i rozmaryn, przykrywamy ściereczką i odstawiamy jeszcze na około 30 minut.

Następnie ciasto dzielimy na dwa i formujemy dwa placuszki, przykrywamy i odstawiamy na kolejne 30 minut. Wstawiamy blachę do piekarnika i nagrzewamy go do 240 stopni. Kiedy osiągnie swoją temperaturę do innej blaszki wlewamy wodę, i wstawiamy do piekarnika. Przed włożeniem chlebka do piekarnika zmniejszamy temperaturę do 190 stopni i pieczemy przez około 10 minut.

ciasto z semoliny z kokosem i dżemem pomarańczowym

Przepis pochodzi z książki Jerozolima, a postanowiłam po niego sięgnąć gdyż ostatnio nie mogę wprost najeść się kokosem, domowym mlekiem kokosowym lub kokosowym kremem.

potrzebne składniki


180 ml oleju słonecznikowego
240 ml soku pomarańczowego
160 g dżemu z pomarańczy
4 średnie jajka
otarta skórka z 1 pomarańczy
70 g drobnego cukru do wypieków
70 g wiórków kokosowych
90 g mąki pszennej
180 g semoliny
2 łyżki zmielonych migdałów
2 łyżeczki proszku do pieczenia
gęsty grecki jogurt do podania

syrop
200 g drobnego cukru do wypieków
140 ml wody
1 łyżka wody z kwiatów pomarańczy

Piekarnik należy rozgrzać do 160 stopni. W jednej misce mieszamy olej, sok z pomarańczy, dżem, jajka, skórkę pomarańczową, do momentu rozpuszczenia się dżemu. W drugiej misce łączymy wszystkie składniki suche i dodajemy je do mokrych.


Formę do pieczenia smarujemy tłuszczem i wykładamy papierem do pieczenia i przelewamy do niej ciasto. Pieczemy w piekarniku przez około 45-60 minut.

Gdy pieczenie będzie zbliżało się do końca w rondelku przygotowujemy syrop łącząc jego składniki w rondelku do momentu zagotowania. Po wyjęciu ciasta z piekarnika smarujemy je syropem za pomocą pędzelka kilka razy, aby syrop dobrze wsiąkł w ciasto.


sobota, 5 marca 2016

veggiestan & peynirli boregi

Kupując zagraniczną książkę kucharską, musiałam liczyć się z tym, że niektóre składniki będą trudno dostępne na naszym rynku, zwłaszcza w małym miasteczku. Tak też stało się w przypadku tego przepisu, który oryginalnie zawiera pokrzywę, a ona albo nie jest o tej porze roku u nas dostępna, albo ja jeszcze nie wiem, gdzie powinnam jej szukać...
Przygotowaną przeze mnie wcześniej yufkę można wykorzystać do przyrządzenia tureckiego ciasta, nadziewanego białym serem i pokrzywą. Z powodu braku świeżej pokrzywy postanowiłam zastąpić ją szpinakiem, i przyznam, że w ten sposób danie to zaczęło bardzo przypominać mi grecką spanakopitę...


potrzebne składniki


pokrzywa (ja użyłam szpinaku)
1 duża cebula
200 g sera bałkańskiego
3 jajka
szczypta soli
szczypta czarnego pieprzy (ja z racji swoich
upodobań pominęłam)
2 łyżki jogurtu
2 łyżki oliwy z oliwek
10 placków domowej yufki

Cebulę należy drobno posiekać, i połączyć z serem, szpinakiem i jednym jajkiem. Dodać szczyptę soli i wymieszać dobrze, najlepiej za pomocą dłoni. 
Pozostałe dwa jajka rozmieszać z jogurtem i oliwą.


Piekarnik należy rozgrzać do temperatury 180 stopni.
Każdy placek yufki umieszczamy w formie do pieczenia, smarujemy mieszanką jogurtu i jajek, wykładamy na niego porcję szpinaku i przykrywamy kolejną yufką i kontynuujemy do wyczerpania składników.


Ciasto pieczemy w rozgrzanym piekarniku przez około 35 minut.


piątek, 4 marca 2016

veggiestan & yufka

Yufka, czyli placek turecki, to będzie nie lada wyzwanie, gdyż łączy w sobie umiejętności zarówno piekarnicze, które nie są mi obce, jednakże pod koniec takie placuszki należy wysmażyć na patelni. Ponieważ moich przygód z patelnią nie ma zbyt wielu, to takiej w domu nie posiadałam, aż do momentu kiedy postanowiłam zmierzyć się z wykonaniem domowej yufki. A że przepis wydał mi się dość prosty, a użytku z yufki może być wiele, postanowiłam zakasać rękawy i zmierzyć się z tym wyzwaniem. W tym celu zakupiłam swoją pierwszą, a jakże, cienką patelnię do smażenia naleśników.


potrzebne składniki


200 g mąki pszennej
100 g mąki pełnoziarnistej
szczypta soli
4 łyżki roztopionego masła
około 200 ml letniej wody

Mąkę należy przesiać razem z solą do dużej miski. Pośrodku robimy małe zagłębienie do którego dodajemy masło i wodę. Całość mieszamy drewnianą łyżką do połączenia, a następnie zagniatamy rękami do uzyskania jednolitego ciasta. Dzielimy je na około 30 mniejszych kuleczek i pozostawiamy w ciepłym miejscu przykryte czystą ściereczką na około 30 minut.


Następnie kulki wałkujemy na cienkie placuszki, o grubości około 1 mm.


Patelnię podgrzewamy i podsmażamy każdą yufkę przez około 30 sekund z każdej strony.


Placki są gotowe. Przepis prosty, wykonanie o dziwo również, a rezultat - zniewalający!