niedziela, 13 marca 2016

Szlak Orlich Gniazd. Przystanek drugi: Olsztyn

W dniu wczorajszym przy okazji wycieczki biegowej miałam okazję zwiedzić kolejny obiekt na Szlaku Orlich Gniazd, jakim jest Olsztyn i jego okolica.
Swoje przygody rozpoczęliśmy od wyruszenia w kierunku rezerwatu Sokole Góry, który jest największym rezerwatem przyrody na terenie Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Składa się on z dziesięciu kopulastych wzniesień i skalistych masywów, które tworzą rodzaj gniazda górskiego.


Następnie nasze nogi zaniosły nas na Dróżki Świętego Idziego, gdzie najpierw naszym oczom ukazała się kapliczka położona we wsi Zrębice. Ten niewielki budyneczek zbudowany z kamienia wapiennego, zastąpił wcześniejszą drewnianą kapliczkę z połowy XVII wieku. Legenda głosi, że kiedy w tejże okolicy panowała zaraza, ludność tutaj żyjąca udała się w ucieczce przed śmiercią do lasu, aby tam błagać niebiosa o zlitowanie. Ich oczom na skale miał ukazać się właśnie święty Idzi, który nakazał miejscowej ludności pokutę. Wskazał on również źródełko, z którego woda miała być uzdrawiającym antidotum na śmiertelną zarazę. W podziękowaniu za ratunek miejscowa ludność wybudowała właśnie tę kapliczkę. 


Jakże byliśmy radzi, gdy po chwili natrafiliśmy na kolejny punkt trasy, czyli Skałki Świetego Idziego, i wspomniane wyżej źródełko. Ochoczo nabraliśmy wody do wiadra i wszyscy napoiliśmy się zbawiennym dla nas napojem, gdy po chwili nasze miny delikatnie zrzedły, ze względu na odnalezione w pobliżu nieciekawe, pozostawione przez kogoś opakowanie... bez zawartości.


Ze Zrębic i Dróżek Świętego Idziego udaliśmy się dalej w kierunku Biakła, jeszcze raz przecinając rezerwat Sokole Góry. Biakło to wapienne wzniesienie przypominające tatrzański Giewont, i stąd nazywane jest potocznie Małym Giewontem.


Z niemałym trudem ze względu na panujące warunki pogodowe, śliskie podłoże i niezbyt suche obuwie, wspięliśmy się na szczyt, skąd rozwijał się piękny widok na zamgloną i tajemniczą okolicę.




Z Biakła ruszyliśmy drogą powrotną w kierunku Olsztyna, gdzie jako ostatni punkt programu zwiedziliśmy zamek.
Zamek w Olsztynie wbudowano w naturalny skalisty krajobraz na początku XIII wieku, a rozbudowany przez Kazimierza Wielkiego w połowie tego samego wieku. Podczas dni swojej świetności zamek składał się z pięciu części, w skład w których wchodziły dwa przedzamcza, zamek dolny, środkowy i górny. Wśród pozostałości po tej ogromnej warowni wciąż możemy podziwiać gotycką basztę, która służyła jako więzienie, gdzie zginąć śmiercią głodową po 40 dniach miał Maćko Borkowic, wojewoda poznański, a jego zjawa po dziś dzień krąży po ruinach, Zamek zaczął powoli popadać w ruinę po ataku szwedzkim w 1656 roku.


Cała trasa wyniosła około 15 kilometrów, a jej pokonanie zajęło nam około 2 godzin. Warunki pogodowe nas nie rozpieszczały, ale być może dzięki temu cała wyprawa nabrała pewnej niezwykłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz