wtorek, 14 czerwca 2016

my first soap


Podobno nie jest ważne z jakiego powodu robi się swoje pierwsze mydło. Mi jednak pomysł ten chodził po głowie od dosyć dawna. Nie wiem czy pojawił się już wtedy, kiedy po raz pierwszy swoje kosmetyki postanowiłam zmienić na naturalne, czy może gdy po raz pierwszy zobaczyłam na targach żywności ekologicznej w Koneserze na warszawskiej Pradze syberyjskie mydło, czy może gdy sama zaczęłam robić pierwsze kosmetyki. Zabierałam się jednak do tego długo... najpierw brakowało czasu, potem kompletnych składników. Ale wreszcie przyszedł ten dzień.
Recepturę według której wykonałam mydło zaczerpnęłam z jednej z moich ulubionych stron z produktami do domowego przyrządzania kosmetyków.

potrzebne składniki


500 g transparentnej bazy mydlanej
80 g naturalnego masła Kombo
100 g czarnego masła afrykańskiego
3 ml wybranego olejku eterycznego (ja użyłam jaśminowego)

Bazę mydlaną rozpuszczamy (początkowo chciałam to wykonać w kąpieli wodnej, ale okazało się, że moje naczynia jak na te proporcje są zbyt małe). Następnie dodajemy do niej naturalne masło Kombo i czarne masło afrykańskie do całkowitego rozpuszczenia. Całość miksujemy, dodajemy wybrany olejek eteryczny i przelewamy do form i zostawiamy aż stwardnieje. Po zmiksowaniu masa niestety mocno się spieniła, co przeszkadzało w przelewaniu.


Przyznam szczerze, że naturalne masło Kombo nie pachnie zbyt interesująco... opisany jest on jako ziołowo-korzenny ale mi takiego nie przypomina. Chyba nie pachnie jak nic mi znanego... Masło to otrzymywane jest z nasion orzechów drzewa Kombo, które występuje w zachodniej Afryce. Masło zawiera kwas kombowy, który jest silnym antyoksydantem, wobec czego swoje zastosowanie znajduje przede wszystkim w produktach przeciwzmarszczkowych. Zawiera również kwasy tłuszczowe mirystynowy i mirystooleinowy mające działanie przeciwzapalne oraz regenerujące. Co ciekawe, ma także właściwości rozgrzewające, wobec czego może być stosowane do masażu.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Magurka

Kolejnym przystankiem na trasie malowniczego Śląska była dla mnie Magurka. To czwarty co do wysokości szczyt Beskidu Małego, wynoszący 909 m. n.p.m., a na jego wejście wybraliśmy się ze wsi Wilkowice zielonym szlakiem.


Podejście na szczyt wyniosło w sumie 5 km i zajęło nam dokładnie godzinę. Tam już mogliśmy rozkoszować się przepiękną pogodą, zimnym piwem i przepysznymi pierogami z jagodami. 


Szlak wił się przepięknie obok strumienia we wsi Wilkowice, a następnie przez lasy porastające zbocza Magurki.


Na Magurce znajduje się schronisko PTTK, które po raz pierwszy otwarto już w 1903 roku. 
Co ciekawe, tak jak początkowo myślałam, Magurka była kiedyś pisana "Magórka", niestety nie odnalazłam wyjaśnienia dlaczego pisownia została zmieniona.


Zanim wyruszyliśmy w drogę powrotną zatrzymaliśmy się na mały piknik na dużej polanie, gdzie byliśmy praktycznie sami, za wyjątkiem jednej paralotni, która spadła ku naszemu zaskoczeniu obok nas. O dziwo zejście również zajęło nam godzinę. Magurka jest fantastycznym miejscem na jednodniowy wypad poza miasto i rozkoszowaniem się naturą, mimo tego, że jest dosyć oblegana, szczególnie biorąc pod uwagę, że była to niedziela...

środa, 8 czerwca 2016

Tarragona

Tarragona to niewielkie miasto oddalone o około godzinę drogi od portu lotniczego Barcelony. Liczy ponad 128 tysięcy mieszkańców chociaż wydaje się jakby mieszkało tam zaledwie 20. Tarragona położona jest nad Morzem Śródziemnym, wobec czego znajduje się w niej również port morski z olbrzymimi prywatnymi jachtami ale także małymi łódkami z zainstalowanymi lampami, które służą do połowu sardynek.


Miasteczko sięga czasów starożytnych, a współczesne miasto wbudowane jest w jego architekturę, dzięki czemu siedząc w jednej kawiarni znajdującej się w małym parku mogłam podziwiać ruiny antycznego teatru za którym rozpościerało się nieskończone morze. 


Nad całą Tarragoną widnieje jednak ukończona w XIV wieku katedra romańska z przepiękną wieżą widoczną chyba z każdego punktu w mieście.


Z ciekawszych doświadczeń był spacer po współczesnej nekropolii i piszę to z pełną świadomością: był to są spacer po mieście umarłych do którego prowadziła monumentalna brama, a otaczał je wysoki i solidny mur.
Miałam możliwość spędzenia tam cudownych 72 godzin, a to za sprawą zaproszenia od Julii, która żyje w Hiszpanii już prawie 3 lata razem ze swoim pieskiem Sashą. Podróż tę nazwałabym podróżą sentymentalną. A sentyment ten to przeniesienie się w przeszłość do czasów studenckich w Warszawie, kiedy podczas codziennych spotkań stawiałyśmy dumnie czoła nie obawiając się przyszłości i tego co nas w niej czeka. Dzięki pobytowi w Hiszpanii mogłam poczuć znów (a może "zaś" jak to w zwyczaju ma się mawiać na Śląsku) namiastkę czasów dyskusji nad filmami, muzyką i związków międzyludzkich. I wszystko wydało się tak proste i oczywiste. I zastanawiam się na koniec czy to na pewno tęsknota za czasami czy już przypadkiem nie za człowiekiem...


Spacerując pomiędzy uliczkami stałyśmy się świadkami także miejskiej procesji, tańców i muzyki płynącej z wieloinstrumentalnej orkiestry. I jeszcze raz udało nam sie wtopić w miejski krajobraz i odczuwać to co się dzieje w danym momencie.


I wreszcie Tarragona została namaszczona smakami. Mocnej czarnej kawy z włoskiej kawiarki, zimnego piwa pitego dla ochłody w cieniu krętych uliczek starego miasta, wina podawanego do kolacji i nieziemskiego sosu romesco.

środa, 1 czerwca 2016

serum relaksująco-regenerujące pod glinki

Ostatnio dokonałam dość pokaźnych zakupów ze składnikami na różnego rodzaju kosmetyki naturalne, po raz pierwszy postaram się również zmierzyć z wykonaniem własnego mydła, ale do tego będę potrzebowała trochę więcej czasu, niż jedno przedpołudnie przed pracą... Tymczasem sięgam po raz pierwszy po wykonanie serum dla cery zmęczonej.


Oryginalnie receptura na serum składa się z kwasu hialuronowego 1%, ekstraktu z noni, ekstraktu z maku i gliceryny, jednakże ze względu na brak w swoich zasobach ekstraktu z maku, postanowiłam zastąpić go ekstraktem z aloesu. Mak ma właściwości łagodzące, jest stosowany na podrażnioną skórę, a ekstrat z aloesu sprzyja regeneracji naskórka, wobec czego wydaje się, że obydwa składniki mają podobne działanie.
Kwas hialuronowy jest jednym z najważniejszych składników znajdujących się w skórze, a dodawany do kosmetyków ma zapobiegać powstawaniu zmarszczek, a także nadawać jej elastyczności i sprężystości.
Ekstrat z owoców drzewa morwy indyjskiej ma wygładzać zmarszczki i nadawać skórze młodzieńczy wygląd. Ekstrat z owoców noni ma właściwości nawilżające i zmiękczające skóre, jest bogatym źródłem magnezu, wapnia, fosforu, miedzi, żelaza oraz witamin C, B i prowitamin A.

potrzebne składniki


2,5 g kwasu hialuronowego 1%
1 g ekstraktu z noni
1 g ekstraktu z aloesu
0,5 g gliceryny roślinnej

Do naczynia należy dodać po kolei wszystkie składniki i dokładnie wymieszać. Serum nie zawiera żadnych konserwantów, wobec tego należy stosować je od razu po przygotowaniu. Nakładamy je na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu, a po około minucie wybraną maskę algową lub glinkę.


Serum wykonałam pod czarną glinkę kosmetyczną dla cery tłustej, która idealnie oczyszcza skórę, wchłania nadmiar sebum i przyspiesza proces regeneracji naskórka. Przygotowałam ją ze zmieszania z hydrolatem z róży bułgarskiej.