środa, 8 czerwca 2016

Tarragona

Tarragona to niewielkie miasto oddalone o około godzinę drogi od portu lotniczego Barcelony. Liczy ponad 128 tysięcy mieszkańców chociaż wydaje się jakby mieszkało tam zaledwie 20. Tarragona położona jest nad Morzem Śródziemnym, wobec czego znajduje się w niej również port morski z olbrzymimi prywatnymi jachtami ale także małymi łódkami z zainstalowanymi lampami, które służą do połowu sardynek.


Miasteczko sięga czasów starożytnych, a współczesne miasto wbudowane jest w jego architekturę, dzięki czemu siedząc w jednej kawiarni znajdującej się w małym parku mogłam podziwiać ruiny antycznego teatru za którym rozpościerało się nieskończone morze. 


Nad całą Tarragoną widnieje jednak ukończona w XIV wieku katedra romańska z przepiękną wieżą widoczną chyba z każdego punktu w mieście.


Z ciekawszych doświadczeń był spacer po współczesnej nekropolii i piszę to z pełną świadomością: był to są spacer po mieście umarłych do którego prowadziła monumentalna brama, a otaczał je wysoki i solidny mur.
Miałam możliwość spędzenia tam cudownych 72 godzin, a to za sprawą zaproszenia od Julii, która żyje w Hiszpanii już prawie 3 lata razem ze swoim pieskiem Sashą. Podróż tę nazwałabym podróżą sentymentalną. A sentyment ten to przeniesienie się w przeszłość do czasów studenckich w Warszawie, kiedy podczas codziennych spotkań stawiałyśmy dumnie czoła nie obawiając się przyszłości i tego co nas w niej czeka. Dzięki pobytowi w Hiszpanii mogłam poczuć znów (a może "zaś" jak to w zwyczaju ma się mawiać na Śląsku) namiastkę czasów dyskusji nad filmami, muzyką i związków międzyludzkich. I wszystko wydało się tak proste i oczywiste. I zastanawiam się na koniec czy to na pewno tęsknota za czasami czy już przypadkiem nie za człowiekiem...


Spacerując pomiędzy uliczkami stałyśmy się świadkami także miejskiej procesji, tańców i muzyki płynącej z wieloinstrumentalnej orkiestry. I jeszcze raz udało nam sie wtopić w miejski krajobraz i odczuwać to co się dzieje w danym momencie.


I wreszcie Tarragona została namaszczona smakami. Mocnej czarnej kawy z włoskiej kawiarki, zimnego piwa pitego dla ochłody w cieniu krętych uliczek starego miasta, wina podawanego do kolacji i nieziemskiego sosu romesco.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz