poniedziałek, 31 października 2016

rajza do Jerozolimy

Jedną z podróży kulinarnych którą chciałabym przeżyć, to na pewno wyprawa po smaki i zapachy do Izraela. Żadne z miast nie wydaje mi się tak pociągające kosmopolitycznie kuchennie jak Jerozolima. A może to tylko moje wyobrażenie podsycane opowieściami znajomych o tym mieście pełnym ulicznego jedzenia?
Jego symbolem jest zdecydowanie falafel, do którego niezbyt chętnie się przymierzałam, ze względu na proces smażenia na głębokim tłuszczu, a jak wiadomo nie jestem ani jego fanką ani specjalistką od niego. Tym razem zadbałam jednak o pomocnika w kuchni, który mnie w tym szczęśliwie wyręczył.
Po przepisy sięgnęłam do swojej ulubionej książki w tej dziedzinie, o tytule Jerozolima.


potrzebne składniki

250 g ciecierzycy
1/2 cebuli
1 ząbek czosnku
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
2 łyżki posiekanej kolendry
1/2 łyżka mielonego kuminu
1/2 łyżki mielonego kardamonu
1/2 łyżeczki mielonej kolendry
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 łyżki mąki pszennej
olej roślinny do smażenia
ziarna sezamu

Ciecierzycę należy namoczyć przez noc w podwójnej ilości zimnej wody. Ja jednakże ze względu na dość późne zdecydowanie się na przyrządzenie falafeli użyłam ciecierzycy z puszki. Ciecierzycę mieszamy z posiekaną na drobno cebulką, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, pietruszką i kolendrą. Całość przepuszczamy przez maszynkę do mięsa (ja ze względu na jej brak użyłam zwykłego malaksera), aż wszystkie składniki będą dobrze posiekane, jednakże nie rozdrobnione zbyt mocno. Do tak powstałej masy dodajemy przyprawy (tym razem użyłam czarnego kardamonu i kolendry w ziarnach, które rozgniotłam w moździerzu), proszek do pieczenia, 1 łyżeczkę soli, mąkę oraz 3 łyżki wody. Następnie całość dobrze mieszamy ręką i odstawiamy do lodówki na co najmniej jedną godzinę. 
Po upływie tego czasu w rondelku o grubym dnie rozgrzewamy olej. Z masy formujemy małe kulki, obsypujemy ziarnami sezamu i smażymy po około 4 minuty, lub do momentu kiedy będą brązowe. Odsączamy je chwile na papierze i od razu podajemy.
Falafele wykonane wg tego przepisu są niezwykle aromatyczne, i chyba nie aż tak trudne w wykonaniu jak to pamiętam z ostatniej próby. Najlepiej smakują na ciepło w towarzystwie orzeźwiającej sałatki i sosu - tym razem pomidora z ogórkiem, cebulą, oliwą i świeżą kolendrą oraz domowym tzatziki.


Tego wieczora jednakże jeszcze jedno danie zrobiło furorę. Pierwotnie było wykonane z dyni piżmowej, którą tym razem z równym powodzeniem zastąpiłam batatami.

potrzebne składniki


1 dynia piżmowa
2 czerwone cebule
oliwa z oliwek
3,5 łyżki tahini
1,5 łyżki soku z cytryny
1 ząbek czosnku
za'atar
posiekana natka pietruszki

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 220 stopni C. Pokrojoną na kostkę dynię piżmową (lub podgotowane bataty) mieszamy z pokrojoną na większe kawałki cebulą, oliwą z oliwek i odrobiną soli. Tak przygotowane warzywa pieczemy przez około 30-40 minut, do momentu aż bedą miękkie i lekko przypieczone. 


W tym czasie przygotowujemu sos mieszając ze sobą pastę tahini, sok z cytryny, czosnek i sól. Jeśli sos jest zbyt gęsty możemy rozrzedzić go wodą, aby nabrał konsystencji miodu.
Upieczone warzywa polewamy sosem, posypujemy za'atarem i swieżo posiekaną natką pietruszki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz