poniedziałek, 31 października 2016

ŁUT 30

Dawno nic nie pisałam o bieganiu, bynajmniej nie z braku wykonywania tej czynności. Jednym z moich największych osiągnięć było przebiegnięcie niedalej jak ponad tydzień temu biegu górskiego o dystansie 30 km w czasie 3h38:21,6. Czy byłam do niego dobrze przygotowana? Wydaje mi się, że lepiej psychicznie niż fizycznie. Po raz pierwszy podczas pokonywania długiego dystansu nie nachodziły mnie czarne myśli i rozważania natury egzystencjalnej. Być może było to jadnak podyktowane bardzo trudnymi warunkami atmosferycznymi, jakimi był prawie ciągły na trasie deszcz oraz niska temperatura, a co za tym idzie ciągłe błoto, które nie pozwoliło na poprawianie czasu przede wszystkim podczas zbiegów.


Po raz pierwszy biegłam po tak malowniczej trasie. Prowadziła ona od Puław Górnych do Komańczy Głównym Szlakiem Beskidzkim. Nie zapomnę na pewno tych wąskich dróżek leśnych oraz zamglonych rozległych polan. Chyba dla przyjemności biegaczy pogoda postanowiła rozchmurzyć się na ostatniej płaskiej polanie, gdzie w końcu zmęczenie mogły zrekompensować niezmierzone widoki na Beskid Niski.
Zdjęć z biegu tym razem zabrakło, gdyż przede wszystkim bardzo mokre warunki na ich robienie nie pozwalały, a także wola walki, i niechęć do straty czasu przez cały proces wyjmowania aparatu głęboko ukrytego gdzieś w czeluściach plecaka.

http://www.ultralemkowyna.pl/pl/info
Na weekend zatrzymałam się w Krośnie, do którego zawitałam po raz pierwszy. Niestety tym razem nie starczyło czasu na przyjrzenie się temu miasteczku bliżej i zwiedzenie huty szkła z której Krosno słynie. To co zdążyłam zauważyć to rynek z renesansowymi kamienicami (to z tego powodu porównywany jest do Krakowa), a pod którymi spędziłam na wyśmienitym jedzeniu dwa wieczory.


Lepiej udało się zdecydowanie zwiedzanie Sanoku, położonego w malowniczej dolinie Sanu, która o tej porze roku przybrała wielokolorowe barwy jesieni. Trafiłam również do Muzeum Historycznego mieszczącego się w zamku. Poza zabytkami archeologicznymi z tych terenów, olbrzymich zbiorów ikon, mieści się tutaj też cała galeria poświęcona Zdzisławowi Beksińkiemu, który przekazał cały swój dorobek rodzinnemu miastu. Możemy tutaj obejrzeć nie tylko jego sztukę, ale także pracownię warszawską, pierwsze rysunki i próby malarskie. Sztuka ta to niewątpliwie bardzo destrukcyjny obraz świata, a tragiczne losy rodziny Beksińskich czynią tę sztukę bardziej rzeczywistą. Wciąż przede mną do obejrzenia grany ciągle na ekranach kin film Ostatnia Rodzina.


Teraz moim małym marzeniem jest powrót w te tereny i przemierzenie go nie biegiem, a spacerem, aby nadrobić braki w zdjęciach, a czasami w patrzeniu w górę i przed siebie, a nie tylko w dół w obawie przed potknięciem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz