niedziela, 19 marca 2017

winter mood - Szyndzielnia & Klimczok

Jednym z wielu dodatnich aspektów, które mogę odnaleźć w mieszkaniu na Śląsku, jest jego bliskie położenie do gór. Kolejnym przystankiem wśród moich wycieczek był ponownie Beskid Śląski, a konkretnie szczyty Szyndzielnia i Klimczok.
Wejście na górę pokonaliśmy od Schroniska PTTK Dębowiec zielonym szlakiem aż do Schroniska PTTK Szyndzielnia, skąd następnie udaliśmy się żółtym szlakiem na szczyt Klimczok, potem czarnym do Siodła pod Klimczokiem, a w końcu niebieskim do Schroniska PTTK Klimczok. Trasa była bardzo malownicza, jednakże chyba ze względu na wybór dnia wycieczki (sobota) zbyt zatłoczona. Nie wiem, czy również nie przez panujące warunki atmosferyczne (w radio powtarzano wciąż jedno słowo "smog"), było trochę szaro... 


Wzdłuż zielonego szlaku przebiega także trasa nazwana Dziabar MTB Trail utworzona przez Enduro Trails Bielsko-Biała. Na ich stronie widnieje również zakładka "Ścieżki biegowe", jednakże nic się pod nią nie kryje... mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni, gdyż trasa, którą widziałam w drodze na Szyndzielnię wyglądała ciekawie i bardzo profesjonalnie.
Ale do gór wracają, Szczyt Szyndzielnia znajduje się na wysokości 1026 m n.p.m. 


Schronisko o tej samej nazwie zbudowane zostało w 1897 roku i tym samym jest najstarszym schroniskiem w Beskidach. Po przekroczeniu progu miałam przez chwilę wrażenie, jakbym znajdowała się w bardzo starym i odludnym miejscu, gdzie schronienie znajdują ludzie i ich psy, a przecież na szczyt prowadzi kolej linowa z Olszówki.


Kolejnym celem w tym dniu, było zdobycie szczytu Klimczok, na wysokości 1117 m n.p.m.


Tutaj niestety pogoda całkowicie nie dopisała i do schroniska szliśmy praktycznie we mgle. Samo schronisko górskie swoim klimatem było zupełnie różne od Szyndzielni. Panie poubierane były w góralskie stroje, sale przyoozdobione choinkami i światełkami, kwiatami, a okna kolorowymi zasłonami. Menu mogłabym określić jako standardowe schroniskowe. Być może w niewielu schroniskach górskich jeszcze w swoim życiu miałam okazję przebywać, jednakże przyzwyczaiły mnie one raczej do dobrej, domowej polskiej kuchni. Tego o schronisku Klimczok jednak nie da się powiedzieć. Niestety.


Całą wyprawę uważam za interesującą, nie jestem pewna czy chciałabym ją tymczasem powtórzyć. Być może skusiłabym się na wejście ze strony Szczyrku?
Powrót w półmroku okazał się dużo ciekawszy, niż samo wchodzenie, a to przede wszystkim ze względu na zdecydowane pustki na szlakach (spotkaliśmy jedynie dwie osoby zjeżdżające na rowerach) i przepiękne widoki na rozświetlone Bielsko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz